login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2003-07-26 Galeria BWA: BWA 26 VII

Hmm, od czego by tu zacząć, prawdę mówiąc jestem nieco rozczarowany tą imprezką. Moje oczekiwania były chyba nieco wyższe niż to, co zastałem. A może po prostu już za dużo imprez w te wakacje za mną ;)
Ale może zacznijmy od początku.
Początek był, pamietam to jak dziś ( no prawie ;) ) 9 lat temu, piękny ciepły wrzesień i klub, przed którym matki przestrzegały swoje pociechy, siedlisko zepsucia i straszliwej muzyki zwanej : TECHNO :)
EEEE chyba się trochę w przeszłość zagalopowałem, wróć, to nie miał być pamiętnik weterana, o tym inną razą, na razie przypomnijmy sobie co też się działo w ostatnią sobotę.
Pomijając nieistotne szczegóły ;) zacznijmy od Sopotu godzina koło 23, BWA.
Mnóstwo bliższych i dalszych znajomych, jak na razie więcej ludzi na zewnątrz budynku niż w środku, muzyka dobiegająca z Lili Marlen sprawia o wiele lepsze wrażenie niż housy w środku (ale akurat do jakiś szczególnych wielbicieli tej muzy nie należę). Co dziwne stosunkowo mało gumbasów (czyżby wszyscy wyemigrowali do Gdyni na Heinekena ? ;) No nic po chwili rozmówek, wymian uścisków dłoni i innych części ciała, wykonuję pierwszy zwiad.
Sala Housowa wporzo, ale gdzie te drumy ?? Lecę, szukam, zapierdalam i tu nagle za winklem trafiam do piekła.
Piękna czerwonawa poświata bijąca od dj-ki tylko wzmaga to wrażenie. Pomieszczenie w suterenie, bez okien, spore ale z niskim sufitem, zero zapowiadanej klimy, dziesiątki spoconych rozebranych ciał, 60 stopni w cieniu, stężenie dwutlenku węgla przekraczające wszelkie normy, wilgotnośc 100%. Tańczyć dało się może na raz 15-20 minut, później człowiek zlany potem lądował z wyciągniętym językiem na zewnątrz żebrząc o tlen i wodę ;)
Muza zajebista, zwłaszcza gdy chwilę po 2 wszedł sam mistrz Ed Rush, ale od organizatorów pokroju Smirnoffa, można wymagać nieco więcej (klima w sierpniu polegająca na otwartych drzwiach i oknach w pierwszej sali ?? na imprezie chyba na ponad 1000 osób ? to kpina).
Niestety dla mnie te negatywne warunki były zbyt drażniące bym mógł poddać sie płynącej z głośników zajebistej muzie, kiedy płuca walczą o oddech a pot spływa strumieniami trudno się wyrabia do rytmu :(
Może trochę przesadzam, ale nie po to przyszedłem na tą imprezę by co pół godziny schodzić z parkietu wyprany i kupować kubek wody za 4 zeta. Godzina 6.00 koniec imprezy, niezła beka, ale można się tego było spodziewać :( w końcu BWA to nie klub z prawdziwego zdarzenia.
Ale dla mnie i około 20 znajomych to jeszcze nie koniec ;) Błyskawicznie zorganizowany after w GGOG i imprezka przy D'n'b toczy się dalej, już w nieco chłodniejszej atmosferze :)) i tak do 13.30.
W sumie mieszane wrażenia z BWA, muzycznie doskonale (co prawda niezbyt wiem co sie na housach działo ;) Zwłaszcza Ben Delow, mistrzunio Ed ;) no i trzymający swój zwykły wysoki poziom ROS (hle,hle musze przyznać, że reszty prawie nie słyszałem :). Ochrona OK (podobno robili selekcję na wjeździe i dobrze ;) ale jak wyżej, coś takiego jak klimatyzacja w zamknietym pomieszczeniu bez okien to podstawa, jej brak przy d'n'b to próba morderstwa ;)
No dobra, już mi się nie chce rozpisywać, kończę :)

Marudny Mario;)

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Furu
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team