login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2003-11-10 Metro:

Otrzymane przy wejściu ulotki o sylwestrze szczerze mówiąc mnie zmartwiły, bo czy ja wiem czy to ciekawa alternatywa? Skład oczywiście obiecujący i muzycznie nic do zarzucenia, no, ale cóż, każdy zrobi to, co lubi :)
Pisząc tą relację wciąż się zastanawiam czy wspominać o najciekawszym wydarzeniu, jakie miało tego wieczoru miejsce w klubie ;)
Chyba "sex w klubach" nosił tytuł artykuł, który ukazał się w pierwszym numerze Laifa, i ostatnio sławna już fotka z Ggog wywołała też nie mało kontrowersji, więc wczoraj Metro nie pozostając z tyłu gościło jedną parkę, która to całkiem bez ogródek przedstawiła nam taką małą scenkę (a może i dużą), gdybym na własne oczy nie widziała (a dosłownie miejsce niczym w pierwszym rzędzie mi się trafiło) to nie pisałabym o tym, ale…a zresztą,…bo pomyślicie, że nie mam, o czym pisać, hmmm… najlepsi byli ludzi, którzy niczego nie świadomi dosiedli się tej parce do stolika, ale tamtym to w zupełności nie przeszkadzało ( bo już było po akcji wstępnej - głowa pod stołem itp. :/ ), extremalne miejsca do tego typu zabaw to dla nich chyba nie nowość. Wkoncu jednak chyba pozycje wydały się niewygodne i zdecydowali się na opuszczenie miejsca zbrodni ;)
…chyba nie chcieliście szczegółów????:>
Fakt istnienia poniedziałkowej imprezy jednak nie za bardzo trafił do świadomości niektórych bywalców, bo zbyt tłumnie się nie pojawili, nie świadczy to jednak o niczym złym, bo osobiście wolę, gdy jest przejrzyście, a nie, co chwilę coś wylewa się na mnie lub czuje kogoś na sobie..no i na przykład w końcu można było spokojnie obejrzeć galerie fotek, i nie było kolejki w wc (czy na siłę szukam pozytywów??)
Na chilloucie jak zwykle ślicznie przygrywał Mira el Toro przez chwilę zmieniony przez młodego i utalentowanego 2Rocka-a, którego wymiarów, ani namiarów nie podam, chociaż pewnie by chciał ;) W ogóle chyba ostatnio dużo nowych talentów się narodziło, niektórzy obserwowali wprawionych kolegów ze świadomością, że niedługo sami będą tak porywać tłumek na imprezach.
W oczekiwaniu na swoją kolej na ławeczce przesiadywał Maciek Cz. wczytany w jakąś gazetkę, a jak już się chłopak doczekał to uraczył nas delikatną, miłą, istnie chilloutową muzyczką.
Jednak tej nocy swoją karierę mała salka jak i również bar zakończyły dość szybko, ale myślę ze jedynie z powodu małej ilości obywateli (niepodległej Polski – niezapominając o myśli przewodniej Independent Night) przybyłych na cała imprezę, bo w nowej, wygodnej scenerii chyba dość miło się tam przesiaduje, plotkuje, całuje, tańcuje, piwkuje, bilarduje i robi wszystkie inne rzeczy, jakie można tam robić :]
Automatycznie ciaśniej zrobiło się na dużej sali opanowanej przez rezydentów, gdzie na początku (mego przybycia) grał Drwal dość ciężko progresywnie i cudnie, ale jednak tej nocy chyba zbyt monotonnie. Roztańczeni na podeścikach panowie w obcisłych koszulkach, z ustami otwartymi jak by nie wiem, co mieli zamiar zrobić szczególnie przykuli moją uwagę, w sensie takim, ze zdecydowanie znaleźli się tam przez przypadek ;)
Później za deckami pojawili się Ricardo i krzyknął coś w stylu „bójcie się” lub „będzie się działo”, nie pamiętam dokładnie i nawet musze przyznać ze troszkę poskakałam na parkiecie, aż sama się zdziwiłam. Jednak brakowało mi znajomych, którzy w połowie imprezy zrezygnowali i poszli do domków :( (pewnie zatęsknili za sławną już parą z początku imprezy i nie mieli, na co popatrzeć).

Stona

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team