login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2004-02-06 Mandragora: "Mam Dragona" czyli wizyta w klubie Mandragora

'Sensacja - W Gdyni powstaje porządny klub!'
Wpisy o podobnym tonie zaczęły pojawiać się na forum DrugStore'a na przełomie 2003/2004 roku. Czytając opinie klubowiczy o lokalu wzrastało we mnie zainteresowanie miejscem i caraz bardziej nakręcałem się do dokonania rekonensansu. Nadarzająca się okazja pojawiła się wraz z informacją o ponownym przyjeździe DJa Falkona i związanej z tym faktem imprezie pod szyldem Addiction Night. Jeszcze tylko kilka tygodni i....

.... i już jestem w trakcie podróży do klubu. W drodze wymieniam, z mą piękną towarzyszką, luźne uwagi i opinie o miejscu zasłyszane u znajomych. Trzeba się przygotować na to, co zastaniemy u celu. Swe kroki kierujemy niepewnie, wykorzystując wyłącznie informacje z 3 ręki, gdyż żadne z nas nie pofatygowało się zapamiętać dokładnego adresu. Umiejętność poruszania się i nie gubienia w mieście zdała sprawdzian znakomicie doprowadzając nas pod metalowe drzwi schowane w głębi jakiejś bramy (szyld Dalmor był doskonałym drogowskazem). Drzwi się uchylają ....

.... i wkraczamy do Mandragory. Lista, powitanie z pracownikiem klubu odpowiedzialnym za dostarczanie informacji o imprezach, szatnia i przekraczamy kolejne stalowe drzwi. Zwiedzamy. Pierwsze pomieszczenie pełniące rolę chillu i łącznika z główną salą całkiem spore. Wśród ciepłych kolorów ścian znajdujemy dużą ilość stolików i różnorakich miejsc siedzących, bar oraz kawałek miejsca do poskakania, na wypadek nieco szybszej muzyki. Wiedzeni pożądanymi przez nas połamanymi dźwiękami pokonujemy interesujące przejście (to trzeba zobaczyć samemu ;)) ....

.... i lądujemy w dużym (i wysokim), jasnym pomieszczeniu w krztałcie litery L. Wzdłuż większości ścian stoją kanapy, przestronna DJka umieszczona centralnie na niewielkim podwyższeniu z kanapą dla grających, całkiem nieźle grającymi głośnikami i miejscem dla operatorów dwóch rzutników (za DJką oraz naprzeciwko niej), po lewej długi bar z cenami podobnymi do Sfinksa, a po prawej stronie DJki znajdziemy wejście do przyjemnych toalet (z takimi bajerami jak suszarka do rąk). Na czarno-białej podłodze, o wzorze zmutowanej zebry (fajny pomysł lecz niepraktyczny, niewielka ilość wody zamienia podłoże w lodowisko), spotkaliśmy rozkręcających parkiet nielicznych tancerzy skaczących do wesołych rytmów serwowanych przez panią Dia. Szybko się do nich przyłączyliśmy, bo set technicznie dobry, a muzycznie wpasowany do przypadłej mu roli tak, iż porywał do tańca. Pierwsze wrażenia jak najbardziej pozytywne, a więc z uśmiechem na twarzy i wesoło podskakując przyglądam się zapełniającym parkiet imprezowiczom. Kilka znajomych mordek, sporo młodzieży (hyhy no tak, ja już stary jestem ;P), jakieś zagubione osobniki w 3paskowych barwach wojennych rozglądają się niepewnie, być może w poszukiwaniu niemobilnej zwierzyny na obcasach (no bo w takim obuwiu to ani tańczyć ani uciekać ;P), której było całkiem sporo. Towarzystwo raczej mieszane, ale dające się znosić (mi przynajmniej nie przeszkadzała ich obecność). Przy założeniu, że do klubu zacznie przybywać więcej leniwych klubowiczy (szczególnie tych z Gdańska :>) i jednoczesnego wprowadzenia selekcji, można uzyskać naprawdę doskonałe efekty :). Tak sobie rozmyślam gdy ....

.... za deckami staje DJ Ros. Hmmm .. Jakkolwiek by nie patrzeć na krótszy od zapisanego w line'upie set nie można wyrazić o nim dobrego zdania. Zarówno mi osobiście, jak i sporej grupce znajomków, którzy w między czasie dojechali, kompletnie się nie podobał. Mógłbym tutaj rozpisywać się o braku koncepcji, o nudzie wiejącej z kładzionych bez ładu placków, o wrzucaniu hiciora co trzy numery (które same w sobie całkiem niezłe, ale w zestawieniu z pozostałymi tracące na wyrazie), ale nie będę, bo szkoda czasu, jak i miejsca. Gdybym nie wiedział kto stoi za deckami to nazwałbym go amatorem, ale do osoby, która zjadła zęby na graniu, takie porównanie nie przystoi. No cóż, 'profesjonalizm' na bardzo niskim poziomie albo .... sam nie wiem co.
Spędzając czas na pogaduszkach i kręceniu beki doczekałem się zmiany DJa. Zatrzymana płyta sygnalizuje zmianę klimatu ....

.... i oto za serwowanie czarnych krążków zabiera się Falkon. Młody chłopaczek prezentuje odmienne podejście do tematu: systematycznie, z numeru na numer, buduje atmosferę. Początkowe, minimalistyczne dźwięki stopniowo zostają uzupełniane, muzyka zyskuje na sile i zwiększa oddziaływanie na słuchacza. Wystukująca rytm noga zaraża me ciało i po chwili podskakuję sobie na kanapie. Coraz bardziej mi się podoba, set gwiazdy przyspiesza, dąży do apogeum ....

.... lecz niestety moment opuszczenia lokalu zbliża się nieubłaganie. Szybkie pożegnanie ze znajomymi i już podążam ku wyrku, bo rano muszę być w pracy :(. Zadowolony z wypadu formułuję szybkie wnioski i zasypiam.

Miejsce posiada spory potencjał imprezowy i jeżeli będzie mądrze prowadzone jest szansa na stworzenie naprawdę dobrego klubu. Już teraz się podoba i z miłą chęcią odwiedzę je jeszcze. Myślę, że najbliższe miesiące będą kształtować jego obraz, stylistykę i klientelę, bo to właśnie ludzie tworzą klub. Co do oceny imprezy, to była bardzo przyjemna i pomijając jeden set dobra muzycznie. Czekam na kolejne drumy i grę Rosa, która upewni mnie, że był to tylko wypadek przy pracy :)

Chlodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team