login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2004-03-06 Sfinks: "Kopernik? Kopernik też była kobietą!"

Zachęcony przez znajomych z klasy postanowiłem, że tę noc spędzę trochę inaczej. Trochę inaczej czyli zmienię płeć... Z okazji Dnia Kobiet ktoś wymyślił, że niech panowie zobaczą jak to jest całą noc się bawić w sukienkach i co roku jest organizowana impreza w Sfinksie, gdzie brzydsza płeć przebiera się za piękną.
Z domu najpierw udałem się do mej lepszej połówki, u której wpadłem od razu w ręce kilku kobiet. Po całym zabiegu wyglądałem na niezłego transwestytę... Nie, nie goliłem nóg, ani niczegokolwiek. Nic też nie ucinałem.... ;-) Skończyło się na spódnicy, cyckach z waty, peruce i mnóstwem świństwa potocznie zwanego makijażem na twarzy. Na szczęście nie byłem sam. Przebierał się też znajomy Marcin i również i on przeszedł przez ręce doświadczonych pań. W końcu one robią to na co dzień. Czas uciekał nieubłaganie i w końcu trzeba było biec do autobusu. Podwinąłem więc kiecę i lecę. Następnie eSKaeMka. Wzbudziliśmy na peronie i w kolejce nie małe zainteresowanie. Nie dziwie się - nie na co dzień spotyka się takie lalunie ;-) Wreszcie pod Sfinksem trafiliśmy na jednego z naszych - przebrany chłop jak dąb, cały owłosiony, kobieta z niego marna, ale piersi miał jak Pamela Anderson jeszcze przed pomniejszeniem. Wewnątrz zaskoczył mnie ogromny tłok. No ale cóż - przynajmniej 80% to były panie - sztuczne, czy prawdziwe - mniejsza z tym. Na głównej sali świetny koncert Chlupotu Mózgu, przy fontannie straszny ścisk i całkiem niezły house. Wybrałem koncercik - na tańczenie będzie jeszcze potem czas i to w bardziej normalnych warunkach. Po kilku bisach, po 24 stery objęły kobiety - Lesbend, ale chyba nie w pełnym składzie bo widziałem tylko dwie djki. Fakt faktem ja akurat miałem wygodne miejsce siedzące przy górnym barze, na dodatek w miłych objęciach - rozleniwiałem się tak, że mi się nigdzie ruszać nie chciało. Ale komu w drogę temu kartofle - po krótkim spacerze i chwilowym pobrykaniu na parkiecie, znalazłem się w bardzo tajemniczym, ciemnym miejscu z szafą i manekinami na który wcześniej nigdy uwagi nie zwracałem. Nie liczcie, że wam zdradzę je - Top Secret ;-) Było miłe grono, ale i stąd czas był się ruszyć. Chciałem w końcu stać się sobą , więc zrzuciłem damskie ciuchy, zmyłem tapetę i już jako stuprocentowy facet wpadam na fontanne, a tu Ros staje za deckami i właśnie zaczyna set d'n'b. Nadeszła w końcu ta chwila. Chwila zebrania się do kupy i potańczenia. Gdy wskazówka znowu przesunęła się na zegarku o kilkanaście milimetrów odkryłem, że na mainie gra jakaś kobieta z jajami (dosłownie) breaki. Najwidoczniej set Lesbendu się skończył podczas mojej absencji w tym akurat miejscu. Z uśmiechem od ucha do ucha biegałem już tylko z fountain room do main room. I Ros skończył swoje, by po nim zagrał nieznany mi Dj w peruce przypominającej łańcuch na choinkę. To co zaprezentował to był jeden z najlepszych setów mojego życia. Piękne progressivy. Byłem w 7 niebie. W końcu po siódmej siłą mnie zgarnęli znajomi i w chłodny poranek pojechałem do cieplutkiego łóżeczka spać. I tak było dłużej niż powinno - ok. 3 powiedziałem mojej towarzyszce, że za 10 minut wychodzimy a z tych 10 minut zrobiły się 4 godziny. Ale warto było. Istotnym też jest ten fakt, że teraz już wiem co to znaczy być kobietą. Ile to jest zachodu, żeby się ubrać np. na imprezę i umalować. Jakie to wszystko jest niewygodne, śmierdzące i szczypiące (2 ostatnie przymiotniki dotyczą mejkapu) Reasumując: nie łatwo być kobietą...

Astro

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team