login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2004-05-08 GGOG: Minimalne Dub Pistols

Gorączka sobotniej nocy rozpoczęła się na małym beforze u Superhani. Powiem wam, że befory u Hani są niczego sobie - dobrze, że zaprasza takiego pijaka jak ja bez obaw, że zgwałci jej psa czy też wyniesie pół chałupy:). Kilka szybkich piwek i ciągłe przenoszenie między kuchnia arena, salon arena i sypialnia arena zaowocowała dość dobrym humorkiem. Nieco po 22 zasiedliśmy do wygodnej limuzyny, a szofer nr 1 Mariusz zawiózł nas pod sam GGOG. W środku pustawo, trochę znajomych, ale muzyka bardzo fajna. Na mainie jakiś koleś z Mandragory (ksywy nie pomnę, a nie chce mi się sprawdzać w bazie:)) grał równe bity na 4/4 a pierwsze ludki nieśmiało stąpały do rytmu. W tle były wyświetlane wizualizacje VJ Madafaka z przewijającymi się obrazami z wojny, zniszczenia wybuchów - można było obejrzeć pokaźny fragment Terminatora 3, ale tak poszatkowany, że akcji trzeba było się domyślać:). W tym samym czasie na chillu swoje skoczne drumy pogrywał Gralak (pisownię se sprawdźcie na Forum) - muzyka żywa i przyjemna, a zaraz po nim Eldritch jak zwykle spełniał moje prośby i na zyczenie zostałem uraczony X-101. Trochę się pokręciliśmy, ale trzeba się było zaraz zbierać do Sfinksa na Dub Pistols grające tam w ramach ogólnopolskiego cyklu sponsorowanego przez pewnego producenta ciuchów. Niezastąpiony Mario zmolestował kolejnego kierowcę (nr 2) i tym sposobem płynnie przesunęliśmy swój punkt odniesienia do Sopot. Szybkie wejście do środka, rekonesans na barze, a tam millery po 5 zeta - no to chlup:). Trafiliśmy na końcówkę setu Boogie Mafii i było dobrze - sporo połamanych rytmów, Beastie Boys i ogólnie dość euforyczne granie. Widać było, że obecnym ludziom ten styl grania odpowiada - mi zresztą też, bo to był dla mnie wesoły wieczór i takich dźwięków właśnie oczekiwałem. Kole 1 w nocy za deckami pojawił się gościu z Dub Pistols i MC. No i gwiazdy zaczęły show. Decki pracowało aż miło - jakieś scratche, jakieś stopy - wszystko podane wspaniale. Można było sobie poskakać, ale do diaska ten MC psuj był jakiś chyba; krzyczał "heeej" albo "ooo" a potem już tylko pozostawało 'cała sala razem z nami':>. Jednak mimo dekoncentrującej działalności krzykacza, tą część występu, którą słyszałem uważam za bardzo dobrą - kto wie czy nie było ciekawiej niż poprzednim razem. Gdzieś tak po drugiej, dokładna godzina ginie gdzieś w mrokach umysłu, trzeci tej nocy kierowca (nazwiska nie ujawnię) zawiózł nas z powrotem do GGOG. A tam Tomash Gee z takiej fajnej skrzynki z suwakami i pokrętłami dawał czadu aż miło. Byłem pod wrażeniem zarówno materiału, jak i techniki - wszystkie skoki bitu, zdjęcia basu czy inne tego typu akcje wypadały w najbardziej odpowiednich momentach. Aż żal, że do tak przedniej muzyki bawiło się tak niewiele ludzi - tej nocy do GGOG zawitało mniej niż 100 osób. Widocznie matury i wolne dało się we znaki organizatorom - kto jednak nie był, niech żałuje. Kontent, w stanie wskazującym na upojenie wyrażane kurczowym trzymaniem się ściany i zygzakowatym chodem zostałem odwieziony pod sam dom przez dobrego kierowcę nr 3 zwanego Bolusem. Schody były wyjątkowe długie i strome...

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team