login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2005-10-15 Sfinks:

Zaczęło się od wizyty w Kwadratowej w piątek (14.10.05), trochę tańczenia przy utworach z list przebojów, trochę picia piwka i napalania się na jutrzejszą wizytę w Sfinksie. Godzina 5:30, a my niczym grzeczne dzieci leżeliśmy już w łóżeczkach i śniliśmy o słodkich chwilach mających nastąpić następnej nocy. Dzień upłynął nam na oczekiwaniu oraz leczeniu bólu głowy i zmęczenia organizmu. Po godz. 21 wsiedliśmy wreszcie do trójmiejskiej SKM i podążyliśmy w stronę upragnionego Sopotu. Zaczęło się niewinnie - przybyliśmy jako jedni z pierwszych i musieliśmy trochę poczekać zanim impreza i ludzie się rozkręcą. Jednak przed północą na dużej sali zrobiło się tłumniej, za dekami pojawił się jeden z supportujących dj-ów i w całkiem niezły sposób rozgrzewał ludzi przed występem tego, na kogo wszyscy tu czekali - Adam'a Sky. Postanowiliśmy - jeszcze zanim wszystko zacznie się na dobre - zajrzeć na fontannę, jednak (jak wszyscy bywalcy chyba wiedzą) gdy udzielasz się w main roomie, to ciężko przestawić się na chilloucik grany tutaj. Po kilku minutach wróciliśmy na podest, gdzie zaraz miała pojawić się gwiazda dzisiejszej nocy. Staraliśmy się oszczędzać siły, ale napięcie rosło i stawało się to coraz trudniejsze.

Wreszcie stało się - Adam Sky pojawił się tam gdzie jego miejsce! To co zagrał było po prostu piękne! Niestety nie umiem opisać tego w jakiś bardziej wyszukany sposób i wiem, że słowa w żadnym razie nie mogą oddać niezwykłości muzyki, ale... Zaczęło się mocnym akcentem i electroclashowymi beatami, odczuwało się zmianę przy dekach nie patrząc w tamtą stronę. Dźwięki przenosiły w inny wymiar, czuło się radość z miarowego poruszania swym ciałem. Dreszczyk przechodził co chwila po karku i tak naprawdę nie istniało nic, prócz mnie i muzyki. Adam świetnie umie zmieniać nastrój towarzyszący słuchaniu - wspaniale przechodził z głębokich do płytkich brzmień, powodował rośnięcie napięcia, by potem gwałtownie je przerwać, doprowadzając mnie tym niejednokrotnie do rozpaczy. Jednak naprawdę doceniam takie zabiegi. Trzeba doskonale rozumieć czym jest electro i jak je przeżywać, by umieć tak grać. W muzyce serwowanej nam przez ponad 3 godziny pierwszego seta Adam'a można było usłyszeć także elementy acid, które doskonale komponowały się w całość. W tamtych chwilach pamiętam jak myślałem, że choćby dlatego warto przychodzić do Sfina - wiadomo, że to ludzie tworzą w 80% atmosferę klubu, a w Sfinie ostatnio coraz więcej można spotkać ludzi pokroju drechów i panienek z galaxy, vivy itp. - ale mimo wszystko to miejsce ma tak niepowtarzalną atmosferę i zawsze doskonałą muzę, że jeśli chcesz, to zawsze się w nim dobrze zabawisz, a tych niechcianych imprezowiczów po pierwsze nadal można policzyć na palcach jednej ręki, po drugie można nie zwracać na nich uwagi.

Wracając do tematu. Gdy skończył się główny punkt programu zacząłem myśleć o odpoczynku. Jednak po chwili zauważyłem, że Adam wcale nie odszedł, tylko usiadł z boku podestu. Podszedłem i spytałem, czy będzie jeszcze dziś grał. Okazało się, że jest nie tylko nadzwyczajnym dj-em, ale także bardzo sympatycznym człowiekiem. Porozmawialiśmy dobrą chwilę i nie dość, że dowiedziałem się, że będzie grał jeszcze tej nocy - to powiedział mi także, że ma zamiar wrócić do Polski już za 12 miesięcy, gdy tylko nagra nową partię materiału. Tutaj uśmiech w stronę bossów sfińskich ;) Chyba nie mielibyśmy nic przeciwko ponownemu występowi Adam'a na przyszłorocznym Trashit!, jak myślicie?

Dalej impreza potoczyła się błyskawicznie. Cały czas w ruchu, muza coraz bardziej oddziaływała na zmysły, a cudowna różnorodność electro niesamowicie koiła i odświeżała zmęczony umysł. Wytrwałem na podeście do 7 rano (do tego czasu nie opuściłem go ani razu), potem niestety zmęczenie wzięło górę i mimo, że przy dekach było jeszcze aż trzech dj-ów (włącznie z Adam'em) - to widząc prawie pusty parkiet, można było odczuć, że niedługo nie będzie tu żywej duszy. Mimo, że przy czerwonym barze i w sali niebieskiej było jeszcze trochę ludzi, uznaliśmy, że na więcej nie mamy już siły - poszliśmy z kolegą do ciągle grających dj-ów, pożegnaliśmy się jak ze starymi kumplami i udaliśmy się do wyjścia. ... i jak tu nie kochać Sfina? :)

PS. Pozdrowienia dla Mimy, Katy i Mroczka.

fauno

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team