login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2007-03-31 Soho 4th Floor - Sopot: Domowo i klubowo

Plan był całkiem niezły - najpierw domówka, potem klubówka; a co z tego wyszło? Całkiem niezły klabing :)
Zacznę więc może od początku - znajoma ogłosiła wcześniej, że organizuje domówkę (Wódeczka, muzyczka, lajtowe klimaty itd.). Ja natomiast będąc zwolennikiem wszelkich form rozrywki nie mogłem odmówić temu pomysłowi. Plan zakładał zbiórkę ekipy i party time w dość sporym gronie mocno fabrycznym więc nastawiałem się na to, że niema co liczyć na ambitniejsze tekno i trzeba będzie poprzestać na bardziej komercyjnych brzmieniach.
Start przypadał na wczesny wieczór i ekipa zbierała się powoli a gospodyni zajmowała się wprowadzeniem wszystkich w dobry nastrój przy pomocy serwowanych płynów. Z głośników pobrzmiewały tymczasem hałsy wymieszane z brzmieniami wprost z salsoul records, lub też lajtowymi dramami. Drinki się sączyły przyjemnie i klimacik zbliżał się coraz bardziej w okolice imprezowego. O ustalonej z góry godzinie a jednocześnie chwilę po tym jak skończyły się płyny obraliśmy kurs na Sopot. Część przemieszczała się pojazdem, a reszta w tym i ja skorzystała standardowo z SKM'ki.
Czas : 22:40, miejsce Sopot, lokalizacja Soho.
W Soho były akurat dwie bibki jednocześnie - standardowa i tzw . 4th Floor wymagający zaproszeń lub opłaty ekstra. Wstępne oględziny dały tylko jeden komentarz : Coś mało ludzi. Dzięki uprzejmości organizatorów zajrzeliśmy również na wyższy poziom, który jak na moje jest dość specyficzny i przyjemny bardzo. Jednakże dla Soho punkt ujemny był frekwencją. Po wstępnym rozpracowaniu jednej kolejki (niekoniecznie SKM) podjęliśmy częściową decyzję o wybadaniu sprawy w Spatifie. Tam było aż za dobrze; od razu dało się wyczuć klimat mocno taneczny. W sumie dawno nie uskuteczniałem tupania na fotelu, no ale to było jedyne miejsce gdzie jeszcze nie odczuwałem presji imprezy spławików. Hity z minionych lat pobrzmiewały i można było się pokręcić, lub też pokręcić bekę z coponiektórych ludków. Nie bawiliśmy się tam zbyt długo bo trzeba było powrócić do Soho gdzie pozostała większa część ekipy. Powrót do brzmień typowo domowych wyszedł mi przynajmniej chwilowo na dobre - nieco większa przestrzeń życiowa pozwoliła na nieco żwawsze tupanie nogą, jednakże jakoś tak niefartownie wyszło, że zaginęła część osób. Cóż pozostały skład podjął decyzję o zmianie lokalu.
Panie podążyły do Spatifu aby tam dalej uskuteczniać wyginanie się na fotelach, a ja wraz prowodyrem nowej idei podążyłem do Atelier. Jak dla mnie nadal to miejsce będzie kojarzy się z Off the Bicz - tam trzeba było wtedy być, a teraz pozostanie jedynie smaczek i wspomnienia. Cóż teraz w tym miejscu mamy dwie knajpy, a Atelier z tej dwójki jest miejscem o lepszym standardzie. Nawet bezproblemowo udało się zajrzeć do środka, a tam całkiem przyjemne klimaty masakrowały mnie spławikowatością. Prawie się rozkręciłem jak z głośników poleciało Gonna Make You Sweat, jednakże zostałem po chwili sprowadzony na ziemie przy pomocy niekoniecznie szarej komórki. Przemieściliśmy się wiec w kierunku Spatifu gdzie po wyjaśnieniu sobie pewnych kwestii z ochrona zajrzeliśmy w końcu do środka. Dalszy etap dla mnie był już końcowy... po pewnym czasie obrałem kurs na dom i zakończyłem tym sposobem całkiem udany wypad.

Adaś

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team